|
Dziwny jest ten świat...
Dookoła rozpacz, żal, tęsknota, łzy lejące się strumieniami... A ja chciałem inaczej, weselej... polecam link:
Jan Paweł II w anegdotach...
na bank
Poniedziałek rano niezidentyfikowani męszczyźni wchodzą do banku… Szybko mija czas i już pięć minut później wychodzą z pieniędzmi w ręku… Był napad na bank obok mojego domu… Ale to mnie nie martwi to mnie cieszy a nawet mogę powiedzieć, że przestępcy ci są geniuszami… Jak udało im się w tak krótkim czasie dogadać z tymi krowami pracującymi w tej instytucji???!! Przecież ja tracę całą chęć do życia, całą radość i siłę ducha, kiedy próbuję dogadać się z tymi idiotkami. Czasem myślę, że na szkoleniach celowo uczą je niedosłyszeć, nie potrafić obsługiwać komputera, czy nie być miłym, nieważne, z jakim nastawieniem przychodzi petent. Bo przecież w tym kraju nie jest do pomyślenia by kasjerka usłyszała mnie za pierwszym razem, bym nie musiał jak debil tłumaczyć jej po 5 razy, o co mi chodzi. I dlaczego jej standardowa procedura nie pasuje do danej sytuacji. Dlaczego podając jej informacje podaje je wszystkim zgromadzonym w budynku, bo akurat trafia mi się kasjerka z wadą słuchu… Dlaczego??? A przecież tak głośno o tym, że banki wychodzą na przeciw, że są przyjazne, szybkie i czujesz się jak w domu… I co??? I tylko tym geniuszom, co go obrabowali to się udało, bo chyba trzeba z chama i z bronią by coś szybko załatwić… Wiem, że to może czepianie się szczegółów, że może one nie wiedzą, nie chcą lub są ograniczone… Ale dlaczego bank, poczta, nieważne okienko to zawsze stres, darcie siei kolejka… Czy tak jest wszędzie???
hmm
Jak zwykle życie okazało swoje prawdziwe oblicze, nie ważna dla niego jest ofiara, nie ważne poświecenie, czy radość życia, nie liczy się, co człowiek sobą reprezentuje, dla niego liczy się tylko, co człowiek ma… Co to za życie, materialne, w którym liczy się grubość portfela, ja chce inne prawdziwe, nieprzepełnione walutą, a szczerością i wnętrzem… Nie rozumiem, dlaczego ja, dlaczego znów, dlaczego mnie… Życie czemu mnie znów sprowadziłeś do parteru, doprowadziłeś do skrajnego wykończenia psychicznego… Dlaczego, po tym wszystkim gdy już się układało gdy ideały stały się ważniejsze… znów pokazałeś mi życie, że to nieważne, że liczy się tylko?Papierowa władza, że liczy się pieniądz!!!!
kłamca, kłamca
Jestem kłamcą, okrutnym, perfidnym knującym typem, który do perfekcji opanował sztukę oszukiwania innych, przeinaczania faktów. Bez oporów potrafię, upiększać rzeczywistość dla swoich potrzeb, oszukiwać bliskich i obcych, kłamać patrząc komuś prosto w twarz. A pamiętam swój pierwszy raz (mówiąc o kłamstwie). Teraz patrząc z perspektywy widzę, że było całkiem niewinne, ale od niego się zaczęło. Jednak nie rozumiem, dla czego to mi tak wychodzi, dlaczego skoro wiem, że jest to niepoprawne moralnie tak postępuje, nie potrafię się powstrzymać, a nawet sprawia mi to ogromną satysfakcje, widząc jak inni popadają w moja fikcje, przyjmują ja ekscytują się. Jest to takie niesamowite jak ludzie potrafią być łatwowierni i jak można nimi w prosty sposób sterować. Ale czy to czyni ze mnie potwora?? Czy opanowanie sztuki wykorzystywania cudzych słabości czyni ze mnie kogoś niepożądanego w społeczeństwie czy po prostu asymiluje się z dzisiejszą rzeczywistością???
Tak na marginesie, nie kłamie zawsze, nie oszukuje ludzi, na których naprawdę mi zależy, a tych, co oszukuje, prędzej czy później wyprowadzam z błędu… Może nie jestem do końca przesiąknięty złem?? A może ta notka to nieprawda??
nóż w wodzie
Życie… Co to znaczy?? Czy jest ważne?? Zawsze wydawało mi się, że pomimo oglądanej w telewizji przemocy, pomimo opowieści z drugi ręki, o tym, co się wydarzyło, pomimo ostrzeżeń w radiu, w prasie. Nonstop mijanych komunikatach, w stylu, gwałciciel grasuje, uważaj na siebie, nie chodź ciemnymi ulicami. Wydawało mi się to wszystko strasznie odległe, jakby za mgłą, to było jak fantazja, to też często niedowierzałem w tak ponure opowieści. I było by tak nadal gdyby nie pewne zdarzenie. Impreza, na której jeden z pijanych współimprezowiczów (nie pisze znajomy, bo to była osoba, którą widziałem pierwszy raz w życiu), wyciągnęła nóż z kieszeni przystawiła mi do gardła i powiedziała (klnę się na matkę, że cię zabije). Ot taka zabawa pijanego człowieka, któremu najwyraźniej coś się nie podobało. To wydarzenie przeżyłem ciężko, nie z powodu ran, które odniosłem, nic mi się nie stało (no na szczęście), ale dla tego, że zmienił się mój punkt postrzegania świata, wszystko to co było odległe, co mnie ni dotyczyło, co wydawało się za mgłą stało się przejrzyste i takie bliskie mojej osobie. Cóż człowiek uczy się całe życie tylko, dlaczego ja muszę w tak niesamowity sposób… Ech
Tato
Kim jest ojciec zapytamy, to niby ten miły facet, który nas spłodził, a przynajmniej tak mu się wydaje, w końcu często bywa, że bardziej przypominamy z wyglądu listonosza niż własnego ojca. No ja mam to wyjątkowe szczęście, że nie przypominam ani jednego ani drugiego, ale to zupełnie inna historia. Tak czy tak jest to osoba, która w wczesnym wieku naszym otacza nas ciepłem, czułością, stara się doradzić, pomóc, często umila nam czas rozmową, zabawą, kształtuje nasz charakter. Powiedzieć można, że to zadanie należy też do matki, jednak relacje z ojcem są specyficzne, on jest naszym wyznacznikiem drogi, człowiekiem, od którego zachowania w stosunku do nas zależy przyszłe życie, od niego bierzemy wzorce, bo przecież mama zawsze nas kocha jest ciepła, bez względu jak się zachowujemy i jacy jesteśmy, to on nas karci. Moje relacje z ojcem jednak były dalekie od książkowych, nie miał czasu, rzadko był skory do pomocy, do zabawy, nonstop pochłaniał się w karierze. Mogę ręcz powiedzieć, że robił wszystko, by unikać kontaktu e mną. Był nawet okres, że go znienawidziłem, starałem się robić wszystko by mnie zauważył (taki okres młodzieńczego buntu). Jednak tonie pomagało. Lata płynęły i wszystko bez zmian. I nagle, kiedy ja zaczynam myśleć o własnym życiu, uniezależniam się, nie potrzebuje jego opieki, pomocy, nasze kontakty się polepszyły. Zaczynamy się dogadywać, współpracować. Lecz dlaczego teraz, kiedy już nie musi być ojcem, jest tylko kolejną osobą w domu jemu się przestawiło i stara się być dobry??? Może dopadła go starość i obawia się, że nie będzie miał się nim, kto zajmować?
poprostu śpi
Przychodzi do niego, co dziennie, zawsze wygląda pięknie, zawsze jest kochana, lecz oprócz dobrego słowa, radości ducha i niesamowitego wyglądu przynosi również ciężki bagaż swoich doświadczeń, ktoś by mógł powiedzieć że przynosi swój krzyż, a w jej przypadku nie jest to jakiś zwykły wisiorek na szyję a solidna drewniana konstrukcja, wgniatająca człowieka w podłoże. Przychodzi i choć stara się wytrzymać, posiedzieć porozmawiać, obejrzeć film, lub nacieszyć się swoim ukochanym, nie wytrzymuje. Cały dzień zmartwień i pracy czy to na uczelni, czy w domów charakterze osobistego lokaja swoich rodziców, powoduję, że kładzie się w jego wygodnym łóżku i szybko zasypia. Jednak nie potrafi odpocząć, cały czas w jej głowie kłębi się myśl, że go zawodzi, że nie poświęca mu wystarczającej uwagi, nie gloryfikuje go, a jedynie wykorzystuje jego pokój w charakterze odsypialni. Jednak nie wie, że nawet podczas snu wygląda pięknie, że on cieszy się widząc jak może w swoje marzenia uciec, od codzienności, od koszmarów, od pracy, jak przez ten krótki czas, śpi i nie czuje nad sobą presji wszystkich dookoła, którzy już dawno przyzwyczaili się do jej usług, nauczyli się bez skrupułów wykorzystywać jej dobro. Nie wie, że on się cieszy całym sercem, nawet gdy po prostu śpi. On wie, że ja strasznie kocha i że choć w tak banalny sposób potrafi jej to okazać, potrafi jej dać tę odrobinę spokoju, która wydaje się dla wielu być tak banalną i nudna. Szkoda tylko, że ona myśli, że robi źle, a jego zapewnienia, że wszystko jest dobrze wydają się być tylko pustymi słowami, tylko powietrzem wydychanym przez usta.
Kraków City
Dla wielu jest to miasto cud, miasto kultury, tradycji, zabytków, mające bogatą historię i ciekawą lokalizację. Mówi się, że aby być studentem trzeba tam studiować. Tyle uczelni, taki wybór, tyle miejsc wartych odwiedzenia, tyle inwestycji. Jednak dla mnie jest ono wyjątkowo przereklamowane. Miałem okazję się o tym przekonać, gdyż ostatnio często bywałem tam załatwiać ciemne interesy. Tak naprawdę to moloch, pełen ludzi, snujących się bez celu, setki zakorkowanych ulic, światła na światłach, mylne znaki, brak parkingów, stare miesza się z nowym, durni urzędnicy, niepracujący w weekendy. Banki, w których pracownicy nie potrafią załatwić najprostszej sprawy. Te kilka wizyt, diametralnie zmieniło mój pogląd. Tylko, dlaczego nam się wpaja takie przewiązanie i taki hołd dla Krakowa. Te wszystkie wycieczki, które nie ukazują prawdy, te nawiązania na lekcjach do dawnej stolicy. Hmm przecież nie zabytki nie sprawiają, że miasto jest wspaniałe, nie powiem, jest co zwiedzić i nad czym się zastanowić, ale wydaje mi się że minusów jest znacznie więcej niż plusów, tylko jakoś nikt tego nie dostrzega. Wszyscy skupiają się na otoczce, nie wnikają w głąb i chwalą to miasto jak jakiś święty obraz. Hmm naprawdę to przykre szczególnie, że neguje się ludzi o odmiennych poglądach i szybko giną w tłumie uwielbienia dla Krakowa. A naprawde wystarczy pojechać i nie iść ślepo za grupa w kierunku sukiennic a rozejrzeć się do okoła w miejsca, które władze miasta starają się ukryć przed tak potrzebnymi turystami, by zobaczyć jak ono tak naprawdę wygląda…
Sprostowanie:
Nie neguje Krakowa nie neguje jego tradycji, kultury, ma urok, piękno, jest to centrum kultury i można powiedzieć, że kolebka polski jednak uważam, że jest przereklamowany, jest sztuczny i pełen skrajności a wystarczy przyjrzeć się dokładnie by zobaczyć, że pod ta piękna otoczką to tylko szare miasto, pełne korków, tępych ludzi, dresów, zakłamania… Stad już dawno przestało mnie ono fascynować i przestałem świecie wierzyć w jego potęgę nad innym miastami… Zresztą w każdym mieście ludzie mają takie same problemy, nieważne czy jest duże, małe i czy odwiedzają je turyści z zagranicy…
takie sobie opowiadanie:
Mieszkał w dużym mieście.. Na średnim osiedlu, jednak pełnym ludzi. Wyróżniał się: już od małego otaczał się osobami, gotowymi dla poświęceń dla niego i starającymi się go adorować, otaczał się zabawkami, nie takimi jak każdy a tymi z wyższej półki, czy jak kto woli pewex’u. Miał samochód i to nie byle malucha, a porządną wyścigówkę, telefon komórkowy i to jeden z lepszych, ciuchy z najnowszych kolekcji, mnóstwo gadżetów, które na dłuższą metę nawet nie były mu potrzebne. Można by powiedzieć, że pieniądze to nie wszystko jednak miał on również wygląd, prezencję, modną fryzurę no i zawsze otaczał się dziewczynami. Miał też te jedna, która ukradła mu serce i to nie jakaś przeciętną, nawet jego koleżanki chciałyby się z nią umówić. Nauka mu szła, studiował gdzie chciał, modny kierunek, wiedział jak się ustawić i zawsze mu się udawało Nie musiał pracować, a nawet gdyby w jego głowie pojawił się taki chory pomysł od razu czekała na niego ciepła posadka. Jak widać miał wszystko, o czy marzą, wszystko, co można nazwać szczęściem? Znajomi mu zazdrościli, był lubiany, a przynajmniej tak mu się wydawało, zważywszy, że zawsze tryskał humorem, był w centrum uwagi i każdy nawet nieznajomy przekonywał się do niego, ot takie dziecko szczęścia. Jednak nikt tak naprawdę go nie znał. Nie wiedzieli. Nie przeszła im przez głowę myśl, że gra. Że to wszystko maska obronna, iluzja stworzona pod publikę, że jego życie wyglądało zupełnie inaczej. Jego dom, życie rodzinne, było ruiną. Matka chora, poważnie, niezdająca sobie sprawy, z tego jak wszystko wygląda, co się dzieje, już dawno jej leki zagłuszyły prawdę. Ojciec alkoholik, który cały czas pokazywał swoją wyższość, potrafił kłócić się o najmniejszą błahostkę, terroryzował rodzinę, stwarzał problemy, był jak potwór, nie bił, niszczył psychikę, uderzał emocjonalnie, nie ważne czy mia rację, czy mówi prawdę, nie kochał jej już od dłuższego czasu, swoje uczucia przelał, na inną obcą kobietę, u której spędzał cały czas. Nie wiedzieli, że wszystkie rzeczy, którymi się otaczał, to próba kupienia przez ojca uczucia, to próba zawładnięcia jego umysłem. Nie wiedzieli, że walczył z narkotykami, alkoholizmem, choć wiele razy mówił, że nie będzie jak rodzice, że nigdy się nie uzależni, nie popełni ich błędów. Obietnice odeszły, trysnęły. Oni nie wiedzieli, że jedyna osoba, która tak naprawdę go kochała, chciała i ceniła to była jego dziewczyna, na której jego rodzina również odbiła piętno. Nie wytrzymał. Odbezpieczył broń, którą kiedyś dostał od ojca i odszedł. Stojąc na grobie nie wiedzieli, tylko jego dziewczyna zapłakała, bo tylko ona go kochała, a on tylko ją...
wisi
Mocny sznurek namydlić,
Węzeł zgrabny układać,
Hak stalowy umocnić,
Sznur zawiesić, łeb wsadzić,
Wisielec zdobi drzewo,
Jak tytuł gazetę,
Jak flaga demonstranta,
Jak diament kobietę,
Kto wisi, nie błądzi,
Skoro wisi równo,
Człowiek może wisieć,
Bo człowiek nie jest gówno.
REKLAMA
Dzisiejsza reklama sponsorowana jest przez literkę "C" i cyferki "5" oraz "2":
!! Shin-Chan - codziennie 23:40 - FoxKids !!
dwa świety - życie poza życiem
Dwa światy, dwa różne, dwa inne, dwa podobne, takie same... Hmm?
Jeden: mieszkanie luksusowe, odnowione, świecące stylowe meble, zawsze porządek, wszystko jak z reklamy, kupę sprzętów, często po prostu stojących, nigdy nieużywanych, szczęście, pełna lodówka jedzenia, szczęśliwa rodzina, dziecko mogące wszystko, nie ponoszące konsekwencji cieszące się życiem w pełni, bez zmartwień, stresów, obowiązków, wszystko na tacy, zawsze otrzymujący to, co chce… Kobieta zadowolona, luksusowe auto, dobrze płatna niewymagająca praca, imprezy, spotkania, znajomi, miłość, radość, pełnia życia, zawsze w domu głośno, pełno wszystkiego i wszystkich, uśmiech na twarzy…
Drugi tak inny, brud, meble po ludziach, pusta lodówka, wszystkie przedmioty pamiętają stan wojenny, ogólny nieład, zaniedbanie, dziecko straszone, upodlane, poniżane przy każdej okazji, walczące o każdą rzecz, niemające pomocy, starające się za wszelką cenę udowodnić, że jest potrzebny rodzinie, że ktoś go kocha, stres i maltretowanie, kobieta chora, nie mogącą pracować, porządnie funkcjonować w społeczeństwie, terror, znajomi już dawno przestali przychodzić, sąsiedzi odwrócili się, jedyne imprezy to spotkania rodzinne, a i tak sztuczne, tylko by się nazywało, że się pamięta, rozpacz, łzy w oczach…
Dwa różne, inne, takie pełne skrajności, przeciwieństwa, ale nie do końca coś je łączy.. Co męszczyzna, ten sam dla obu kobiet, dla obojga dzieci… Ta sama postać, ten sam człowiek, da dla obu tak inny, skrajny, Dla domu pierwszego kochający ojciec, chlebodawca, zawsze z uśmiechem, zawsze pomocny, dla drugich, człowiek zmuszony zapewnić minimum socjalne, zmuszany do najmniejszego wysiłku… Jednak jego domem jest dom drugi tam czeka żona, dziecko, dom pierwszy to tylko ucieczka do innej, ucieczka do zdrady... Hmm?
ogłoszenie:
Wczoraj około 23 zgubiłem wenę, natchnienie, pomysł na stronę WWW, którą muszę wykonać. Znalazców mojego natchnienia, lub chcących je zastąpić nowym proszę o przesłanie CV, trzech zdjęć i krótkiego listu motywacyjnego na adres domowy lub email. Dla znalazcy czeka nagroda…
coś obtymistycznego:
Jestem uzależniony… Przyznaję się otarcie i bez bicia… Wstaję z dumnie podniesioną głową i mówię: ”to ja nazywam się Jędrzej i jestem uzależniony od Internetu… I choć dla wielu używających gg czy czytających i piszących blogi to obce uczucie (tu sarkazm he he ech) to jednak jestem i mogę się przyznać… Myślę, że uzależniłem się jeszcze za młodu, w czasach gdy do komunikacji z Internetem używałem takiego zmyślnego czegoś, zwanego modemem (och dawno to było, pamiętam) Wtedy to by móc zobaczyć, strony internetowe, które wcale nie przypominały dzisiejszych, były o niczym i nie były kolorowe, animowane, z jakimiś cudeńkami, muzykom i w ogóle biuti wybierałem numer: 0202122 i czekałem aż przeraźliwy dźwięk pisków, szumów, pstrykań i brzdęków, wydobywający się z tyłu mojego komputera przenosił mnie w wirtualny świat… Wtedy się to zaczęło, pierwsze komunikatory, czat (tak wiem straszne, staram się o tym zapomnieć a jednak czatowałem ech), całe godziny rozmów o niczym, z ludźmi z różnych stron miasta…Jednak gdy poznałem jakie to zło – uciekłem, rzuciłem czaty na zawsze i mrzonka o byciu aminem na czateri odeszła w zapomnienie (ach przypomniało mi się jak zbierałem „blue” od amina za bycie częstym gościem i długie wizyty na ogólnym - mało kto to teraz pamięta). Myślałem, że się z tego uzależnienia wyleczyłem i proszę, nawrót: co dzień odpalam komputer i dzięki stałem łączu przenoszę się w świat gadu-gadu, html’a, flesh’a, javy i blogów, teraz one zabierają mi noce, pochłaniam się w czytaniu, pisaniu, komentowaniu, myśleniu nad cudzym życiem… Myślę, że to bardziej pozytywne doświadczenie niż czaty jednak uzależnienie zostało i nadal uciekam z reala by przenieść się w inny świat za cienką szklana barierą monitora…
coś smutnego:
Moje życie przebiega etapami.. Każdy etap wiąże się z nowymi osobami, miejscami, rzeczami, które robię, pasjami… Wydaje mi się czasem, że nie potrafię odnaleźć swojego miejsca, czy może czasu, że nie wiem, kim chce być co chce robić… I tak było z podstawówką (by być inny chodziłem do szkoły w innej części miasta), szkołą średnia (technikum szkoliło mnie na speca od komputerów), a teraz ze studiami (dziennikarstwo i komunikacja społeczna)… Staram się do czegoś zmierzać, czasem wydaje mi się, że do uniezależnienia, lecz często moje próby bycia naprawdę dorosłym powodują, że jestem pod większym wpływem rodziców, lub najzwyczajniej spalają się na starcie… Nie wiem czemu się tak dzieje, ale nie czuję bym szedł właściwą drogą, bym wiedział co robię i kim chce być… Rodzice już dawno zaplanowali mi przyszłość 9księgowego w rodzinnej firmie) określili co będę robił, a jednak usilnie staram się robić wszystko inne, niż podążać ich prostą, szczęśliwą drogą… Boję się, że mi się nie uda (ale przecież to normalne) … Lecz nie potrafię się wyzbyć tego uczucia… Nie wiem co robić, bo najgorszy jest fakt, że w każdym nowym miejscu, nowej sytuacji, czuje się obco, wydaje mi się, że gram, że to nie ja i nie moje życie, że staram się coś bezsilnie udowodnić i po co przecież przyszłość mam zapewnioną hmm…
|